moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Gumowy czołg, realny front

Niemcy śledzili gumowe czołgi, sztuczne okręty, ruchy nieistniejących armii. Dali się wyprowadzić w pole. 6 czerwca 1944 roku na plażach Normandii, czyli miejscu zupełnie dla nich nieoczekiwanym, wylądowało 156 tysięcy alianckich żołnierzy. Otwarcie przez nich drugiego frontu właściwie przesądziło o losach wojny.

„Dwight D. Eisenhower wiedział, że w tej grze będzie mógł rzucić kostką tylko jeden raz. Start dwukrotnie odkładano. Przychylnego księżyca szybko ubywało, a 156 tysięcy ludzi, 2000 okrętów wojennych, 4000 pojazdów desantowych i 10 tysięcy samolotów całymi dniami utrzymywano w stanie pogotowia. Ale potem, z wielkim drżeniem, wydano rozkaz. W środku nocy, wśród cichnącej wichury, amerykańscy spadochroniarze z 82. i 101. Dywizji Powietrznej zeskoczyli w sam środek niemieckich okopów” – pisał brytyjski historyk Norman Davies. Kilka godzin później w ślad za nimi ruszyła potężna armada. Niemcy spodziewali się, że to nastąpi. A jednak, kiedy kolejni alianccy żołnierze lądowali na plażach Normandii, zupełnie potracili głowy.

REKLAMA

 

37 kilometrów do wolnego świata

Wał Atlantycki rozciągał się od dawnej granicy francusko-hiszpańskiej aż po wybrzeże Norwegii. W sumie liczył niemal cztery tysiące kilometrów. Cztery tysiące kilometrów usianych bunkrami, polami minowymi, zasiekami i umocnieniami. Upstrzonych stanowiskami karabinów maszynowych oraz artylerii. To prawda – nie wszędzie był jednakowo trudny do sforsowania, tak samo pilnie strzeżony i rozbudowany – ale Niemcy święcie wierzyli, że Wał Atlantycki obroni ich przed uderzeniem aliantów od zachodu. Alianci o tym wiedzieli i dlatego rozważali różne warianty. Początkowo Brytyjczycy chcieli otworzyć drugi front na Bałkanach. Wysadzić desant w okolicach Salonik, a potem przebijać się przez Jugosławię i Węgry w stronę Czechosłowacji, albo na północ: w kierunku Rumunii. Tyle że taka opcja nie podobała się prezydentowi USA Franklinowi D. Rooseveltowi. Wiedział, że jeśli alianci wylądują na południu, Stalin najpewniej zajmie całe Niemcy, których potencjał gospodarczy przewyższał potencjał południowej Europy. – Wariant bałkański nie podobał się również Stalinowi – podkreśla płk dr hab. Juliusz Tym z Akademii Sztuki Wojennej. – Gdyby alianci zajęli środkowo-południową Europę, miałby kłopot ze stworzeniem bloku państw satelickich – dodaje. Pomysł drugiego frontu na Bałkanach ostatecznie upadł podczas konferencji teherańskiej w 1943 roku. Przywódcy trzech mocarstw ustalili tam, że zachodni alianci wylądują we Francji. Stalin naciskał, by stało się to jak najszybciej. Chciał odciążenia Armii Czerwonej, która ponosiła największe koszty walki z Niemcami. Termin operacji ostatecznie został wyznaczony na wiosnę kolejnego roku. Przygotowania ruszyły pełną parą. Alianci mieli jednak problem. Sprowadzał się on do pytania, w jaki sposób wprowadzić Niemców w błąd co do faktycznego rejonu desantowania. Hitler nie bez racji zakładał, że alianckie wojska wylądują w okolicach Calais. Wszak w tym miejscu wybrzeża Francji i Wielkiej Brytanii oddzielał jedynie wąski przesmyk kanału La Manche. Z Calais do wolnego świata było zaledwie 37 kilometrów.

Wielka mistyfikacja

Radiostacja zatrzeszczała, zaś w eter popłynęło pytanie o kursy narciarskie dla żołnierzy. Niemcy podsłuchujący wymianę korespondencji pomiędzy oficerami świeżo przerzuconej do Szkocji 4 Armii Brytyjskiej, ciekawie nadstawili uszu. Od pewnego czasu zbierali zaszyfrowane meldunki, które układały się w logiczną całość. Oto alianci sposobią się do desantu w Norwegii. Oczywiście nie byli na tyle naiwni, by sądzić, że tam zostaną skierowane główne siły nieprzyjaciela. Atak na norweskie wybrzeże miał być, jak sądzili, jedynie zasłoną dymną, która odwróci uwagę od prawdziwej operacji. A celem tej musiało stać się Calais. Niemcy nawet nie przypuszczali, że właśnie dali się wciągnąć w aliancki spektakl. Fikcją był nie tylko „norweski” wątek, ale nawet 4 Armia, która faktycznie składała się z grupki weteranów zasiadających przed  radiostacjami. W ten sposób alianci realizowali tajną operację „Fortitude North”.

Pomysłowa mistyfikacja stanowiła jednak zaledwie dodatek do tego, co działo się na południu. Tam alianci realizowali operację „Fortitude South”. Cel podobny – przekonać Niemców, że planują uderzyć we Francji, przy czym pomocniczy cios wyprowadzą w Normandii, zaś główny – rzecz jasna – w Calais. Pierwszoplanowe role w przedstawieniu grali żołnierze 23 Jednostki Specjalnej Armii USA, zwanej „Kompanią Duchów”. Na brytyjskim wybrzeżu w okolicach Dover sąsiadującego z Calais ustawili dziesiątki gumowych czołgów i samolotów. W portach stanęły jednostki cywilne ustylizowane na okręty. Poczucie, że coś się kroi wzmacniali w Niemcach podwójni agenci, którzy słali do Berlina meldunek za meldunkiem. Pierwsze skrzypce grali rezydujący na Wyspach Polak Roman Czerniawski oraz Hiszpan Joan Pujol Garcia, który w rzeczywistości nie znał nawet języka angielskiego. Mało tego, Amerykanie, podobnie jak Brytyjczycy, powołali do życia fikcyjną 1 Grupę Armii Stanów Zjednoczonych. Na jej czele postawili samego gen. George'a Pattona, którego Niemcy bali się jak ognia. Skoro więc ich lotnicy wokół Dover widzieli setki czołgów i okrętów, zaś w pobliżu kręcił się sam Patton, to coś musiało być na rzeczy.

– Alianci już wcześniej sięgali po dezinformację. Wystarczy wspomnieć operację, która poprzedziła bitwę pod El Alamein. Wówczas Brytyjczycy rozstawili na pustyni makiety czołgów, by przekonać Niemców, że starcie planują rozpocząć w innym miejscu – przypomina płk Tym. – Nigdy jednak nie zorganizowali działań na taką skalę, jak przed lądowaniem w Normandii. Poprzednie operacje dostarczyły im cennych doświadczeń, które potrafili wykorzystać w sposób perfekcyjny. Udało im się wprowadzić Niemców w błąd, a to był klucz do zwycięstwa – podsumowuje naukowiec.

Czołgi czekają na rozkaz

Operacja „Overlord”, którą dowodził amerykański gen. Eisenhower rozpoczęła się w nocy z 5 na 6 czerwca 1944 roku. Najpierw w Normandii wylądowali amerykańscy i brytyjscy spadochroniarze, którzy przechwycili kluczowe mosty. Potem do brzegów zbliżyła się potężna flota inwazyjna. Żołnierze z Wielkiej Brytanii, USA i Kanady lądowali w pięciu sektorach inwazyjnych. Alianccy stratedzy nadali im nazwy: „Omaha”, „Juno”, „Utah”, „Gold” oraz „Sword”. Jeden z żołnierzy cytowany w książce brytyjskiego historyka Rodericka Bailey'a wspominał, jak jeszcze przed inwazją on i koledzy ślęczeli nad mapami: „Pokazywali nam (…) konkretną plażę, na której mieliśmy lądować (…), ale oczywiście wszystkie nazwy były fikcyjne. Nie wiedzieliśmy, czy to będzie północna Francja, Belgia czy Norwegia, ale wiedziało się dokładnie, na której plaży będzie się lądować i można było zobaczyć wszystkie znajdujące się tam przeszkody”. Teraz o prawdziwości tych informacji mogli się przekonać na własnej skórze. Większość odcinków była słabo broniona. Jedynie na zwieńczonej klifem plaży „Omaha” żołnierze amerykańscy napotkali silny opór. Liczba rannych i zabitych sięgnęła w ich szeregach trzech tysięcy. Walki trwały dziesięć godzin, ale ostatecznie przyczółek udało się opanować.

Alianci wysadzili desant w stosunkowo dużej odległości od Wielkiej Brytanii. Ale Niemcy, choć zaskoczeni, w kolejnych dniach mogli jeszcze zatrzymać inwazję. – W odwodzie posiadali dywizje pancerne. Dowódca niemieckich wojsk, feldmarszałek Gerd von Rundstedt, gotów był je przerzucić do Normandii, ale miał związane ręce. Musiał uzyskać zgodę Hitlera. A ten nadal wierzył, że ma do czynienia z dezinformacją i działaniami mylącymi, bo właściwe lądowanie odbędzie się w Calais – wyjaśnia płk Tym.

Tymczasem tylko 6 czerwca, w wyniku morskiego i powietrznego desantu, na plażach Normandii znalazło się 156 tysięcy żołnierzy. Liczba zabitych i rannych przekroczyła dziesięć tysięcy, ale kolejne oddziały już zbliżały się do wybrzeży Normandii. Alianci mieli zdecydowaną przewagę w powietrzu, sięgali też po nowatorskie rozwiązania logistyczne. „Wśród cudów techniki znalazły się ogromne pływające doki, znane jako Mulberry Harbours (…) oraz Pluto (Pipeline Under the Ocean – „podwodny rurociąg”), który zapewniał nieprzerwane dostawy ropy” – pisał Norman Davies. Innymi słowy – zanim Amerykanie i Brytyjczycy odbili z rąk niemieckich porty, w mgnieniu oka zbudowali swój własny – tymczasowy, ale pracujący bez zarzutu.

Kiedy Niemcy wreszcie zorientowali się, że innego desantu nie będzie, zaczęli stawiać zaciekły opór. Tyle że było już za późno. W drugiej dekadzie sierpnia ich wojska dostały się w okrążenie pod Falaise. Bitwę przegrały, ponosząc ogromne straty. Jedną z kluczowych ról w tym starciu odegrała 1 Dywizja Pancerna gen. Stanisława Maczka. Tym samym Polacy dopisali kolejny rozdział do dziejów swych zmagań w ramach „Overlord”. Podczas samego lądowania trzy nasze okręty: ORP „Ślązak”, ORP „Dragon” i ORP „Krakowiak” ostrzeliwały niemieckie pozycje, dwa kolejne – ORP „Błyskawica” i ORP „Piorun”, walczyły z Kriegsmarine w pobliżu wyspy Ushant. Kilka statków transportowych przerzucało na francuski brzeg żołnierzy. Wspierało ich między innymi polskie lotnictwo.

Bitwa pod Falaise ostatecznie pogrzebała niemieckie szanse na obronę Francji. Wojska alianckie wyszły na linię Sekwany i rozpoczęły pościg za Niemcami wycofującymi się do Belgii i Holandii. – Udana operacja desantowa właściwie przesądziła o losach wojny – uważa płk Tym. – Nawet gdyby Niemcy zdołali zatrzymać aliantów na plażach Normandii, ich dni i tak byłyby policzone. Z chwilą przystąpienia do wojny Stanów Zjednoczonych, alianci zyskali nad Niemcami tak wyraźną przewagę, że inne rozstrzygnięcie niż ich zwycięstwo trudno sobie wyobrazić – podsumowuje.

Podczas pisania artykułu korzystałem z książek Normana Daviesa, Europa, Kraków 1998; Rodericka Baileya, D-Day. Lądowanie w Normandii, Warszawa 2011; Antony’ego Beevora, D-Day. Bitwa o Normandię, Kraków 2010; Jerzego Lipińskiego, Druga wojna światowa na morzu, Gdańsk 1976

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: Wikipedia

dodaj komentarz

komentarze


Polscy lekkoatleci mistrzami Europy
 
Pamięć o tragedii
Stalin czekał i kalkulował
Historia Liberatora wyjaśniona
Wyspecjalizowany jak nurek, wszechstronny jak zwiadowca
Iranian Chess Game
Szykują się zmiany w wojskowych emeryturach
Z maratonu programowania do wojska
Cienka niebieska linia
Nowa misja i nowy sprzęt
Sprawdzają Brutusa
Modernizacja Sokołów
Nowelizacja ustawy o weteranach w Sejmie
Śląskie sceny z życia
Pomyślna certyfikacja PKW w Libanie
Thin Blue Line
Pylon dla śmigłowca Black Hawk
Rozpoczynamy nową erę
Walka i dyplomacja
Jedna misja, jeden zespół
Szer. rez. Szymon Sajnok na podium w Madrycie
Terytorialsi – ćwiczą i pomagają
W Indiach mieli swój drugi dom
Wiceprezydent USA o Polsce: jesteśmy rodziną
Spotkanie szefa MON z doradcą prezydenta USA
Głos (z) płonącej Warszawy
Boxer, czyli waga ciężka na londyńskich targach
Polskie firmy na targach w Londynie
Natowskie brygady pod polskim dowództwem
Rok Żelaznej Dywizji
Cyberprzestrzeń priorytetem MON
Irańskie szachy
Oko na Europę
Klasy wojskowe po nowemu
Terytorialsi na wysokościach
Umarły dla świata
GROM Challenge
Dead to the World
Defendery 2019 – część 3
„Most współpracy”, czyli polska armia bliżej NATO
Podchorąży mistrzem Wojska Polskiego w szachach
Zapal lampkę bohaterom Września’39
Selekcja w pigułce
Agresja sowieckiego kolosa
Warsaw Is Fighting, We Must Go Back
Chorwacki test polskich kadetów
Pięć medali żołnierzy w Mistrzostwach Polski w Półmaratonie
Wojsko wraca do Łomży
Stulecie 16 Dywizji Zmechanizowanej
Spadochroniarze walczyli o tytuł mistrza Wojska Polskiego
A Torn Subcontinent
Polska nie pozostanie osamotniona
„Operacja Wuhan”: Judo mężczyzn
Defendery 2019 – część 4
Modernizacja starów 266
Festiwal Orkiestr w Mundurach
Posłowie o kondycji polskiego przemysłu obronnego
Samochód do desantowania
Nowy wiceminister w MON
Cztery lata LITPOLUKBRIG
Zmiany emerytalne dla żołnierzy

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO