moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Krakowska triada

Postaci, które jako bardzo młode osoby tworzyły w Krakowie oddolnie struktury Kedywu, nazywam konspiracyjnymi szesnastolatkami i w moim przekonaniu powinny one stać się symbolami tamtego pokolenia na równi z bohaterami „Kamieni na szaniec” opisanymi przez Aleksandra Kamińskiego – mówi Janusz Baster, syn Józefa Bastera „Raka”, jednego z oficerów krakowskiego Kedywu.


Sztab krakowskiego Kedywu 24 czerwca 1944 r. podczas imienin Jana Pańczakiewicza„Skały” w Zielonej k. Biórkowa, gdzie się „Skała” ukrywał, w dniu wspólnego podjęcia decyzji o zorganizowaniu batalionu partyzanckiego „Skała”. Pierwszy rząd, od lewej: Mieczysław Cieślik „Koral”, Jan Pańczakiewicz, syn „Skały” Andrzej, Ryszard Nuszkiewicz „Powolny”, Jan Wilczek „Karnik”. Drugi rząd od lewej: Henryk Januszkiewicz „Spokojny”, Józef Baster „Rak”, Zygmunt Kawecki „Mars”, Czesław Skrobecki „Czesław”. 

Co było istotne przy organizacji Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej? Jaka była rola gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila” – który przecież pochodził z Krakowa – w działalności tamtejszego Kedywu?

Podczas okupacji niemieckiej konspiracje cywilna i wojskowa funkcjonowały głównie dzięki stale odtwarzającej się aktywności oddolnej. Władze Polskiego Państwa Podziemnego i dowódcy struktur Związku Walki Zbrojnej oraz Armii Krajowej w istocie scalały i koordynowały tworzące się siatki konspiracyjne. Istnienie podziemnych struktur państwa nadawało sens walce, ale jej konkretne przejawy zależały od zaangażowania spontanicznie działających ochotników. Wpływ dowództwa na funkcjonowanie struktur w terenie był więc niewielki i tylko pośredni. Znaczenie takiej organizacji doskonale ilustruje raport Reinharda Gehlena, szefa niemieckiego wywiadu na wschodzie, który jest wręcz laurką wystawioną polskiemu podziemiu przez nieprzyjaciela.

REKLAMA

Dotyczyło to także gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, który na pewno bezpośrednio nie wpływał na działalność krakowskiego Kedywu. Nie miał też wcześniej znaczących kontaktów z oficerami mieszkającymi lub służącymi w Krakowie. Paradoks polega na tym, że ci wojskowi, którzy tu organizowali struktury najpierw Związku Walki Zbrojnej, a później Armii Krajowej i byli dowódcami ich pionu zbrojnego, czyli Związku Odwetu, a następnie Kedywu, na ogół nie pochodzili z Krakowa. Często też odwoływano ich na inne placówki. Tak było w wypadku pierwszego dowódcy Kedywu Okręgu Krakowskiego AK Stefana Tarnawskiego „Jaremy”, który później w Powstaniu Warszawskim odpowiadał za szpitale na Starym Mieście, i pierwszego szefa Związku Odwetu w Krakowie Władysława Karasia „Pankracego”, który zginął rozstrzelany w 1942 r. w Warszawie. Podobnie kolejny szef krakowskiego Związku Odwetu Stefan Rychter „Brożyna” został szefem sztabu „Wachlarza” i zginął w Mińsku podczas jednej z akcji. A najbardziej charakterystycznym przykładem jest gen. Tadeusz Komorowski, wówczas „Korczak”, który – o czym się często zapomina – prawie półtora roku dowodził w Krakowie, zanim wyjechał do Warszawy i został zastępcą komendanta głównego ZWZ.

Miejsce urodzenia lub zamieszkania więc w niewielkim stopniu decydowały o dowodzeniu strukturami AK. Funkcjonowanie konspiracji było uzależnione od zaangażowania miejscowych konspiratorów oraz wzajemnych lokalnych powiązań i kontaktów. W pierwszej fazie były to siatki tworzone przez wojskowych uciekających z obozów jenieckich albo wprost z frontu. Po pewnym czasie jednak – zwłaszcza w takim mieście jak Kraków – tych oficerów i podoficerów Niemcy w większości wykrywali i aresztowali. W ich miejsce wchodzili ludzie coraz młodsi, często rekrutujący się z harcerstwa. Po trzech latach okupacji, kiedy właśnie Kedyw się budował, w znacznej mierze jego żołnierzami stawali się chłopcy i dziewczęta, którzy w chwili wybuchu wojny mieli po 14–15 lat. Siłą rzeczy nie mogli mieć nie tylko przeszkolenia wojskowego, ale i większego życiowego doświadczenia. Równocześnie szybko dojrzewali i nabierali doświadczenia w okupacyjnych realiach.

Kraków jako stolica Generalnego Gubernatorstwa był miastem znacznie trudniejszym do prowadzenia w nim walki podziemnej niż Warszawa. Jak wobec tego wyglądała specyfika działań miejscowego Kedywu?

Wola walki w całej Polsce była podobna. Jednak na to, jak tę walkę prowadzono, mocno wpływały warunki lokalne. Zupełnie inaczej wyglądało to na Kresach Wschodnich, gdzie musiano liczyć się też z innymi narodowościami, często utrudniającymi konspirację, inaczej na terenach włączonych do Rzeszy, gdzie niemożność prowadzenia jakiejkolwiek polskiej działalności całkowicie blokowała stworzenie szerszej konspiracji. Na przykład w Poznaniu i Krakowie Niemców było procentowo tyle samo, ale w stolicy Wielkopolski żadna większa działalność podziemna nie mogła się rozwinąć, gdyż nie miała przykrywki w innej polskiej aktywności. A przykrywką dla konspiracji na terenie Generalnego Gubernatorstwa była polska działalność gospodarcza, szkolnictwo, nawet w tej okrojonej przez Niemców formie, oraz polskie organizacje charytatywne. To wszystko stwarzało możliwość konspiracji na różnych poziomach, od kontaktów po pozyskiwanie informacji. Po pierwszych rozterkach Niemców, czym ma być Generalne Gubernatorstwo i gdzie ma leżeć jego stolica –‒ bo brano pod uwagę też Łódź, a zupełnie wykluczono Warszawę ‒– wyznaczono do tej roli Kraków. Gubernator Hans Frank miał aspiracje, żeby w przyszłości stworzyć tutaj własne „królestwo” związane z Rzeszą na wzór średniowiecznych państw lennych. Z tego powodu Kraków był traktowany jak odwieczne miasto niemieckie. To stwarzało stołeczny status miasta, czyli zainstalowanie wielu ważnych instytucji niemieckich. Z urzędnikami niemieckimi przybywały nad Wisłę ich rodziny i nagle bardzo wzrosła liczba Niemców w stosunku do pozostałych mieszkańców Krakowa. Paradoksalnie na ulicach mniej widoczne były uzbrojone wojsko i policja niemiecka, gdyż zgodnie z intencjami Franka, Kraków miał grać rolę bezpiecznego, swojskiego niemieckiego miasta. Oczywiście tym więcej potrzebowano konfidentów i tajniaków, ale wrażenie życia w Krakowie, zwłaszcza na Starym Mieście, miało w porównaniu z innymi miejscami znamiona pokojowej sielanki.

Z niemieckiego punktu widzenia Warszawa mogła funkcjonować na uboczu, nie miała bowiem militarnie większego znaczenia, zwłaszcza po wybuchu wojny z Sowietami. Wprawdzie działała tam polska konspiracja i trzeba było trzymać w ryzach to ponadmilionowe miasto, ale nie stwarzało ono Niemcom większego problemu. A Kraków był miejscem, w którym należało pilnować niemieckich interesów, chociażby ze względu na wspomnianą wielość instytucji, które miały znaczenie także dla frontu. Nie bez znaczenia też były ambicje Franka, który stale udowadniał, że jest tutaj wręcz udzielnym władcą. To wszystko tworzyło niezwykle trudne warunki do rozwoju konspiracji. Prócz tego, że właściwie całe Stare Miasto zaludnili Niemcy, to Kraków stał się również mocnym ośrodkiem ukraińskim. A proniemieccy Ukraińcy, którzy znali język polski i wyglądali jak Polacy, stwarzali dla konspiracji ogromne zagrożenie. Nie bez znaczenia też był fakt, że Kraków ponad 100 lat był pod władzą austriacką i duża część jego elity miała pochodzenie austriackie. Trzeba podkreślić, że spora część jej przedstawicieli zachowywała się wspaniale – wobec niemieckich okupantów demonstrowała polski patriotyzm. Byli jednak i tacy, którzy z radością podpisali folkslistę. W związku z tym relatywnie mały Kraków był ogromnie nasycony wrogami i konfidentami i to był największy problem dla konspiracji.

Tę sytuację celnie określił komendant Szarych Szeregów Stanisław Broniewski „Orsza”, pisząc, że w czasie okupacji Warszawa była jak dżungla, w której można było się ukryć. Natomiast Kraków był jak patelnia, na której konspiratorzy cały czas byli na widoku. Gdy żołnierze Batalionu „Parasol” przyjechali z Warszawy do Krakowa w związku z akcją wykonania wyroku sądu Polskiego Państwa Podziemnego na Wilhelmie Koppem, zastępcy Hansa Franka, dziwili się, że na Plantach ludzie siedzą sobie spokojnie, jakby nie było okupacji – co wspominał jeden z nich. Jednocześnie mój ojciec, Józef Baster „Rak”, który był odpowiedzialny za organizację tej akcji ze strony krakowskiego Kedywu, opowiadał, że po tym, jak warszawiacy weszli w szyku do meliny konspiracyjnej, trzeba ją było natychmiast zlikwidować. W Warszawie można było coś takiego zrobić i pozostać niezauważonym, w Krakowie – absolutnie nie.

Wciąż mało znani są bohaterowie krakowskiego Kedywu. Zechce Pan nakreślić ich sylwetki?

Jest mało czasu, żeby mówić o najważniejszych. Przedstawię natomiast kilka postaci, które jako bardzo młode osoby tworzyły w Krakowie oddolnie struktury Kedywu. Nazywam je konspiracyjnymi szesnastolatkami i w moim przekonaniu powinny one stać się symbolami tamtego pokolenia na równi z bohaterami „Kamieni na szaniec” opisanymi przez Aleksandra Kamińskiego.

Pierwszy z nich to Jerzy Karwat „Kryński”, żołnierz Związku Odwetu. W czasie słynnej wielkiej wsypy w kwietniu 1941 r., która na długo sparaliżowała krakowską konspirację, Niemcy wtargnęli do domu jego rodziców, a Karwat w błękitnej piżamie – jak zapamiętała jego matka – zaczął do nich strzelać z dwóch rewolwerów. Udało mu się wtedy uciec, raniąc gestapowców. Aresztowano jednak jego rodziców, których postanowił za wszelką cenę wydobyć z więzienia. Niestety, został zadenuncjowany. Pobity ciężko przez gestapowców, zdołał i tym razem uciec, jednak zwichnął nogę i ostatecznie schwytany trafił do więzienia na Montelupich. Tutaj skatowany siedział z matką w ciemnicy 40 dni. Wywieziono go następnie razem z rodzicami do KL Auschwitz. Tam zginął on i jego ojciec, a matka przeżyła tę gehennę.

Druga postać to również harcerz – Leszek Guzy „Broniec”. Ze swoją drużyną już jesienią 1939 r. zaczął wydawać pierwsze gazetki konspiracyjne, a następnie „Przegląd Polski”.

Ta gazeta wychodziła przez pięć lat, prawie regularnie co tydzień. Prócz tego Guzy został zastępcą dowódcy plutonu w „Bartku” – kompanii Szarych Szeregów i tutaj był odpowiedzialny za przejmowanie z niemieckich transportów broni. W maju 1944 r. został, niestety, aresztowany i zamordowany. Guzy to przykład świetnego organizatora, który potrafił wokół siebie skupić dużą grupę ludzi i prowadzić szeroko zakrojoną działalność konspiracyjną.

Trzecią osobą, którą chciałbym wymienić, jest Janina Pałasińska „Telimena”. Jako piętnastolatka stworzyła drużynę harcerską, która następnie weszła do plutonu „Alicja”. Oddział ten miał być w Krakowie odpowiednikiem warszawskiego „Parasola”. Podporządkowano go Kedywowi, a dokładnie cichociemnemu Ryszardowi Nuszkiewiczowi „Powolnemu”. Najprawdopodobniej przez pierwsze przypadkowe aresztowania Niemcy szybko oddział rozpracowali i rozbili. Było to tym prostsze dla gestapo, że pluton skupiał głównie harcerzy z jednej krakowskiej dzielnicy – Podgórza. Wpadła również „Telimena”, którą wydała jedna z jej harcerek, ale przysłała jej potem gryps, w którym przyznała się, że nie wytrzymała śledztwa. W czasie aresztowania jesienią 1943 r. Pałasińska miała 17 lat. Koleżanka, która ją wydała, w tym samym obozie zginęła. „Telimena” wiedziała, że będzie aresztowana, ale – jak większość członków tego plutonu – nie miała się gdzie schować. Właśnie w Krakowie nie było takiej szansy. Udawało jej się ukrywać przez kilka tygodni, ale, niestety, zachorowała i na chwilę wstąpiła do domu, żeby się ogrzać. Gestapowcom to wystarczyło na jej schwytanie. „Telimena” jest kolejnym przykładem świetnej organizatorki konspiracyjnej pomimo młodego wieku.

Czwartym takim nastolatkiem był Mieczysław Pogan „Błyskawica”. Znalazł się w grupie chłopców z podkrakowskiego Zabierzowa, którzy otrzymali od Niemców nakaz pracy w warsztatach naprawczych broni przy ulicy Rakowickiej w Krakowie – tam, gdzie obecnie mieści się Muzeum Armii Krajowej im. gen. Emila Fieldorfa „Nila”. Młodzi potraktowali ten nakaz jak szansę. „Błyskawica” zorganizował system przerzucania części naprawianej broni na pobliski cmentarz, a następnie przewożenie ich do Zabierzowa, gdzie wokół rodziny Poganów tworzono oddział AK. Niemcy po pewnym czasie się zorientowali i w lipcu 1943 r. zorganizowali w Zabierzowie obławę, wtedy aresztowali między innymi „Błyskawicę”. Ci, którzy ocaleli, znaleźli się pod opieką Kedywu i stali się pierwszym partyzanckim oddziałem (o kryptonimie „Błyskawica”) w sąsiedztwie Krakowa. Pogana Niemcy wywieźli do KL Auschwitz. Uciekł, został schwytany i pobity do nieprzytomności, lecz gdy go konwojowano z powrotem do obozu, uciekł raz jeszcze. Wrócił do oddziału, został zastępcą dowódcy. Po kilku miesiącach działalności zginął w potyczce pod Tymbarkiem w końcu lipca 1944 r. „Błyskawica” jest przykładem nie tylko świetnego żołnierza, ale przede wszystkim organizatora, który – nie mając jeszcze 17 lat – potrafił od podstaw stworzyć oddział i jeszcze w dużej części go uzbroić.

Analizując dokonania krakowskiego Kedywu, najczęściej wymienia się nieudane akcje egzekucji na Hansie Franku w pociągu pod Grotkowicami i na Wilhelmie Koppem w Krakowie przygotowane wespół z Oddziałem Dyspozycyjnym Komendy Głównej AK „Parasol”. Jakie jeszcze akcje krakowskiego Kedywu można by uznać za spektakularne lub przełomowe dla całej Armii Krajowej?

Uściślijmy najpierw pojęcie krakowskiego Kedywu. Chodzi oczywiście nie o samo miasto Kraków, ale o cały okręg krakowski. Czyli dość szeroki teren od Zakopanego po Jasło i Mielec. Na przykład ta ostatnia miejscowość miała dla Niemców duże znaczenie, gdyż leżała w Centralnym Okręgu Przemysłowym. Tam zogniskowała się działalność sabotażowa, często dziś niedoceniana, a mająca dla osłabiania potencjału Niemiec istotne znaczenie. Prowadzona była intensywnie już przez Związek Odwetu, a potem Kedyw.

Akcje krakowskiego Kedywu o ogólnopolskim, a nawet szerszym znaczeniu to triada zamachów. Ich celem byli Hans Frank (29 stycznia 1944 r.), Friedrich Krüger (20 kwietnia 1943 r.) i wreszcie Wilhelm Koppe (11 lipca 1944r.), główni odpowiedzialni za prowadzenie terroru w Generalnym Gubernatorstwie. Franz Kutschera, na którym wyrok wykonano w Warszawie, sytuował się szczebel niżej – był odpowiednikiem Krügera i Koppego jedynie na poziomie dystryktu. Tamci byli jego szefami. W wypadku wymienionych trzech zbrodniarzy uczestnikom akcji zabrakło łutu szczęścia, żeby wykonać na nich wyroki śmierci.

W przypadku Reinharda Heydricha w Pradze, najgłośniejszym zamachu w Europie, to właśnie łut szczęścia spowodował, że czeskim spadochroniarzom udało się go ranić, choć Heydrich nie zginął bezpośrednio w wyniku akcji, tylko od zakażenia rany.

O akcji wymierzonej w Heydricha, jednego z głównych architektów Holokaustu, dowiedział się cały świat, o co też zadbali Czesi, i do dziś jest traktowany jako symbol antyniemieckiego ruchu oporu w całej Europie. Tym bardziej powinniśmy podkreślać wspomniane trzy dokonania Armii Krajowej, bo każdy z nich był porównywalny z tym na Heydricha. Nigdzie w Europie nie było tylu akcji z zamiarem wykonania egzekucji na hitlerowskich dygnitarzach, co w Polsce. A ta na Koppego to prawdziwy majstersztyk logistyczny.

Akcje te nazywam krakowską triadą zamachów, bo się w Krakowie odbyły, choć zaangażowani w nie byli ludzie nie tylko z Krakowa. Używam określenia zamachy, bo tak mówiono wówczas o próbach wykonania wyroków na najważniejszych niemieckich dygnitarzach i tak je nazwano na tablicach upamiętniających. Nie znajduję lepszego określenia, chociaż wiem, że dzisiaj mamy do czynienia prawie wyłącznie z zamachami terrorystycznymi, które oznaczają zazwyczaj ślepy atak na niewinnych i bezbronnych ludzi.

Najczęściej podkreśla się ogromny efekt psychologiczny, który wywierały na okupancie.

Pomimo że akcje te nie doprowadziły do śmierci wymienionych funkcjonariuszy aparatu przemocy w Polsce, to zrobiły na Niemcach olbrzymie wrażenie. Zachowały się niemieckie relacje i zarządzenia, które tego dowodzą. Wiąże się to z ciągle ponawianym pytaniem, po co były te akcje i czy warto je było robić, gdy niosły za sobą tak okrutne represje. Są też tacy, którzy twierdzą przeciwnie, że spektakularnych akcji było zbyt mało.

Potwierdzenie, że miały sens, przynosi wspomniany na początku rozmowy raport Gehlena. Potwierdzają ten sens także wspomnienia gen. Bolesława Nieczui-Ostrowskiego, podczas „Burzy” dowódcy 106 Dywizji Piechoty Armii Krajowej, działającej na północ od Krakowa, który po wojnie siedział w polskim więzieniu razem z niemieckim generałem. Tenże generał miał stwierdzić, że gdyby nie dywizje, które musieli trzymać w Polsce przeciwko partyzantom i konspiratorom, nie wiadomo, jak ta wojna by się skończyła. Zadaniem podziemnego wojska nie było wysadzanie co popadnie i zabijanie jak największej liczby Niemców, nie zważając na nic – jak często czynili to chociażby partyzanci sowieccy – tylko takie prowadzenie walki, by utrzymywać w nieprzyjacielu poczucie zagrożenia, równocześnie uderzać precyzyjnie, a co za tym idzie bardziej boleśnie. Mieć na uwadze bezpieczeństwo własnego społeczeństwa i plany powstania powszechnego, do którego Armia Krajowa miała stanąć w dogodnych warunkach. Wobec tego część akcji dywersyjnych i sabotażowych wręcz pozorowano jako wypadki, by pozbawić je właśnie spektakularności, za którą konsekwencje ponieśliby zwykli ludzie. I to właśnie jest oznaka wielkiej odpowiedzialności członków Kedywu oraz całej Armii Krajowej. Oczywiście nie udawało się przy tym działać zupełnie bez ponoszenia ofiar, wszak okupacja w Polsce była najokrutniejszą w Europie, ale przy planowaniu akcji ten aspekt zawsze brano pod uwagę.

Trzeba stale mieć na względzie, że istotą funkcjonowania Polskiego Państwa Podziemnego było przygotowanie się do aktywnego udziału w wywalczeniu niepodległości Polski w ostatniej fazie wojny, zachowanie ciągłości państwowości w stosunkach międzynarodowych i przygotowanie do sprawnego funkcjonowania państwa po wojnie. Do jego istoty należały także działania na rzecz biologicznego przetrwania Polaków i minimalizowanie strat kulturowych. Istotą konspiracyjnej walki Polaków nie były dążenia, aby jak najwięcej Niemców zginęło, ani zwycięstwa w niewielkich bitwach. Istotą było absorbowanie niemieckich sił i środków, aby nie mogły być wykorzystane na głównych frontach, gdzie decydowały się losy wojny. I podnoszenie Polaków na duchu, że „nie zginęła, walczy, żyje”.

Rozmawiał: Piotr Korczyński

autor zdjęć: Archiwum Janusza Bastera

dodaj komentarz

komentarze


Orzeczenia lekarskie żołnierzy będą ważne dłużej
 
Obradowała Rada Gabinetowa
Amerykanie zredukują swój kontyngent w Niemczech
Transportery płyną na drugi brzeg
NATO pozostaje w Iraku, Polska także
Nowa strategia z podpisem prezydenta
Polskie porty bardziej otwarte
Komitet Wojskowy NATO o pandemii
Weź udział w wojskowych ćwiczeniach
„Anakonda ’20” – dzień marynarki wojennej
„Nagroda specjalna” dla płk. Tomasza Bartkowiaka
Polskie F-16 w ćwiczeniach „Ramstein Alloy 20”
Nowy wiceminister w MON
10 mln zł na zapomogi dla żołnierzy
Co z tegorocznym MSPO?
Białe noce podhalańczyków
„Spartan” znów na Mazurach
Gen. Andrzejczak na wschodniej granicy
Pełne wynagrodzenie za kwarantannę
Poćwicz online z siedmioma sportsmenkami
„Anakonda” rusza na poligony
Wirtualny bieg na Monte Cassino na ostatniej prostej
Pierwsze Leopardy 2PL odebrane
Mercedes nie tylko do holowania
Terytorialsi nie stracą dodatku
Zostań w domu i czytaj „Polskę Zbrojną”
„Ratownik” od nowa
NATO walczy z koronawirusem
MON podsumowuje walkę wojska z COVID-19
Generał Haller przybył w sam czas
Kraby strzelają nad Bałtykiem
Wojsko przeciw wirusowi
Święto żołnierzy służących na misjach
Będą kolonie dla dzieci żołnierzy
„Harpun” do walki
Motocykliści w hołdzie żołnierzom poległym na misjach
Poćwicz z mistrzami sportu wojskowego!
Nowe hełmy dla Wojska Polskiego
Pięcioro laureatów sportowego plebiscytu „Polski Zbrojnej”
Online z mistrzami sportu
Na misjach święta inne niż zwykle
Wirtualne strzelanie w Błękitnej Brygadzie
Prezydent Duda w Davos o przyszłości Sojuszu
Trzeba rozbić to więzienie!
Amerykanie odmładzają F-16
Ćwiczenia z torpedą
Zwiadowcy na start
Kierunek: Drawsko Pomorskie
Głos (z) płonącej Warszawy
„Defender” na poligonie!
Na wakacje z WOT
MON nie wycofuje się z MSPO
Agent w generalskich szlifach
Morskie początki „Anakondy”
Koniec kijowskiego snu
Sojusznicy w Drawsku
F-16 kończą misję w Estonii
Antydron poszukiwany, ale najpierw testowanie
Więcej pieniędzy dla żołnierzy na misjach
Miesiąc izolacji żołnierzy „Irini”
Rosyjskie zagrożenie w kosmosie

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO